Wiarygodność nauki

Z etyki badań naukowych

W poprzednim artykule na temat etyki badań naukowych („Jak publikować i na tym nie stracić”, „Nasza Politechnika” nr 5/2025) skupiliśmy się na samym procesie publikacyjnym, widzianym z perspektywy oceniania i finasowania badań oraz na korzyściach badaczy i zatrudniających ich instytucji. Żywo dziś dyskutowanym przykładem, w którym jak w soczewce skupiają się pokusy, by „na skróty” poprawić swoją pozycję w świecie naukowym, są specjalistyczne firmy zwane „papierniami”. W istocie problem jest jednak znacznie poważniejszy niż tylko przebieg indywidulanej kariery czy ocena instytucjonalna. Rzecz idzie o wiarygodność samej nauki.

Etyka badań naukowych grafika AI Jan Zych
Etyka badań naukowych grafika AI Jan Zych

Czym chcielibyśmy, aby nauka była, ale być nie może

Naukę można określać na wiele sposobów. Z punktu widzenia interesujących nas tu zagadnień możemy zaryzykować taką definicję: nauka to zbiorowy wysiłek poznawczy, zmierzający do ustalenia praw rządzących rzeczywistością i sposobów ich zastosowań. Tradycyjna, zwana czasami oświeceniową (ale i dziś jeszcze nierzadka), interpretacja kluczowych cech nauki jest następująca:

  1. Nauka to działalność poznawcza, czyli koncentrująca się przede wszystkim na ustalaniu obiektywnych zależności. Powinna być wolna od emocji, dążenia do osobistych lub grupowych korzyści, wywierania presji czy manipulowania innymi. Co najmniej od czasów Sokratesa przyjęło się też, że wiedza jest wartością samą w sobie, a człowiek, który dąży do wiedzy, jest w moralnym sensie lepszy od człowieka, który tego nie czyni.
  2. Poznanie powinno być racjonalne, czyli bezwzględnie polegać na prawach (np. logiki) i regułach (np. metodologicznych) myślenia, które gwarantują ustalenie, jaki świat jest naprawdę.
  3. Nauka jest, co prawda, przedsięwzięciem zbiorowym, ale wybitne jednostki odgrywają rolę kluczową.

Taki zestaw przekonań na temat nauki dominował mniej więcej do początku XX wieku. Rewolucja w fizyce, a następnie w kolejnych dyscyplinach naukowych uświadomiła nam, jak złożony jest proces poznawczy i z jak znaczącymi ograniczeniami epistemicznymi musimy się liczyć. Ograniczenia te, a także wzrost złożoności badań, ich komercjalizacja oraz uświadomienie sobie zagrożeń związanych z rozwojem nauki (np. bomba atomowa, zmiany klimatu) spowodowały, że na idealistycznym obrazie nauki pojawiły się liczne rysy. Wyrażają je m.in. takie oto przekonania:

Ad (1) Ponieważ ustalenie prawdy w wielu kwestiach okazuje się zbyt złożone, ambicje nauki należy ograniczyć do rozwiązywania zagadnień praktycznych. Wiedza ma zatem tylko wartość instrumentalną, jest narzędziem do realizacji arbitralnie przyjętych celów, a nie wartością samą w sobie.

Ad (2) Liczne badania pokazały, że nie jesteśmy z natury przesadnie racjonalni (mamy np. dużą skłonność do uproszczeń i błędów poznawczych). Co więcej — nawet posługiwanie się regułami racjonalności nie gwarantuje unikania błędów. Bardzo niepewne okazują się zwłaszcza typowe dla nauk empirycznych schematy rozumowania: indukcja (uogólnienie) i abdukcja (wyjaśnienie, czyli wskazanie możliwych przyczyn). Ustalenia nauki nie mogą być zatem traktowane jako pewne i ostateczne.

Ad (3) Złożoność działań badawczych zdecydowanie przekracza dziś możliwości poznawcze pojedynczej osoby, postęp naukowy jest zatem efektem procesów społecznych, których nie da się oddzielić od procesów ekonomicznych, politycznych czy kulturowych.

Taki stan nauki współczesnej prowadzi coraz liczniejszą część opinii publicznej do zaskakujących wniosków. Skoro badania naukowe nie gwarantują odkrycia, jak „jest naprawdę”, nauka ciągle zmienia swoje ustalenia, reguły metodologiczne są zawodne, a przedsięwzięcia badawcze uwikłane są w zależności od wielkiego biznesu i władzy politycznej, to dlaczego mamy polegać na nauce?

Paranauka i teorie spiskowe

Wiara w różnego rodzaju teorie paranaukowe wyrasta — paradoksalnie — z tego samego źródła, co należycie uprawiana nauka: z krytycznej podstawy w stosunku do prowadzonych badań i prezentowanych opinii. Tyle tylko, że ten krytycyzm obejmuje także samą naukę jako system społeczny generujący wiedzę. Teorie paranaukowe proponują w zamian alternatywne wyjaśnienia, które są pełniejsze. Wykorzystują bowiem więcej danych — także te niepasujące do powszechnie przyjętych modeli naukowych oraz te, które odnoszą się do działań różnych grup interesów, np. wielkich korporacji. Stąd już tylko krok do teorii spiskowych, w których ostateczne wyjaśnienia sprowadzają się do wskazania arbitralnych decyzji bardzo wpływowych, choć głęboko zakamuflowanych konkretnych osób.

Tego rodzaju wyjaśnienia bazują na licznych uproszczeniach, które odpowiadają naszym potrzebom i uwarunkowaniom psychologicznym. Są zatem — w przeciwieństwie do skomplikowanych wyjaśnień naukowych — intuicyjnie zrozumiałe. W prosty sposób zapewniają wierzącym w nie osobom poczucie, którego krytycznie uprawiana nauka często dać nie może: że się rozumie, jak jest naprawdę. A przynajmniej, że dominujące wyjaśnienia, podparte autorytetem nauki, są równie wątpliwe, jak wyjaśnienia konkurencyjne. W ten sposób powstają takie ruchy, jak antyszczepionkowcy czy negacjoniści zmian klimatycznych.

Zasadnicza różnica pomiędzy rzetelną nauką a paranauką polega na tym, że ta ostatnia podważa zaufanie do społecznych instytucji i proponuje wyjaśnienia bazujące na indywidualnej, zdroworozsądkowej wiedzy „życiowej”. Argument, że jest to co najmniej „równie dobre” podejście, jak — także wiodąca czasami na manowce lub bezradna wobec pewnych problemów — metoda naukowa, nie jest jednak poprawny. Polega on bowiem na ignorowaniu prawdopodobieństwa poprawności proponowanych wyjaśnień oraz zdolności systemu nauki do autokorekty. Działanie nauki można zatem opisać w wielkim skrócie tak: nauka nie daje ostatecznych gwarancji ustalenia, jak „jest naprawdę”, ale zawiera mechanizmy, które nas do tej prawdy przybliżają, co zazwyczaj wystarcza, by była praktycznie użyteczna w niepomiernie wyższym stopniu niż wyjaśnienia alternatywne.

Teorii paranaukowych i spiskowych nie da się całkowicie wyeliminować, ale nie można dopuścić, by miały znaczący wpływ na procesy społeczne. Kluczową rolę powinna tu odgrywać edukacja, która demaskuje wszelkie poznawcze uproszczenia i dostarcza narzędzi krytycznego myślenia. W czasach dominacji Internetu i mediów społecznościowych zadanie to okazuje się trudniejsze, niż mogłoby się wydawać [jak podaje raport Instytutu Badań Edukacyjnych (2/2024) jedynie 29 proc. polskich piętnastolatków „potrafi ocenić wiarygodność źródła informacji w oparciu o istotne kryteria”]. Tym bardziej musi się znaleźć dla niego miejsce w programach edukacyjnych.

Głównym zadaniem dla naukowców jest natomiast dbanie o wiarygodność samej nauki. System wiedzy nie utrzyma się bez zaufania — na tym właśnie polega nasz sukces gatunkowy, że ustalenia innych przyjmujemy za swoje, zakładając ich rzetelność. I właśnie na budowaniu tego zaufania muszą przede wszystkim koncentrować się zasady i dobre praktyki etyki badań naukowych.

Trudna droga do wiarygodności

Kodeksy etyczne często postrzega się jako zestawy gotowych zaleceń, które powinno się po prostu stosować. Często takie podejście nie jest wystarczające, ponieważ ani nie motywuje dość mocno do wysiłku dochowania rzetelności, ani nie pozwala poradzić sobie z sytuacjami niejasnymi, zbyt złożonymi lub na tyle nowymi, że nie wiadomo, które z zasad należy zastosować. Dlatego zawsze trzeba mieć na uwadze cele regulacji etycznych. I właśnie jednym z takich głównych celów jest nieustanne dbanie o wiarygodność wyników i ustaleń nauki. Warto także pamiętać, że wiarygodność tę podważają nie tylko intencjonalne oszustwa. Te zdarzają się relatywnie rzadko, choć czasami są rzeczywiście bardzo spektakularne i przynoszą wielkie szkody [jak choćby oszustwo A. Wakefielda dotyczące rzekomego związku szczepionki MMR (odra, świnka, różyczka) z autyzmem, opublikowane w prestiżowym czasopiśmie medycznym „The Lancet” w 1998 r.]. Zazwyczaj mamy do czynienia z różnego rodzaju nierzetelnościami i przeoczeniami, z których znaczenia badacze nie zdają sobie sprawy albo wręcz w ogóle ich sobie nie uświadamiają.

Co zatem służy budowaniu wiarygodności nauki? Po pierwsze, właściwe planowanie badań pod kątem oceny ryzyka w każdym wymiarze: środowiskowym, społecznym i dla ewentualnych uczestników badań, w krótszej i dłuższej perspektywie, uwzględniając sam przebieg badań, jak również ich konsekwencje na przykład w postaci ewentualnych przyszłych produktów lub praktyk społecznych. Dziś najczęściej wymienia się tu przykłady związane z rozwojem AI, kiedyś dominowały przykłady z energetyki jądrowej lub inżynierii genetycznej. Istota problemu jest jednak taka sama — konieczność ocenienia, jakie zagrożenia wiążą się z proponowanymi przez naukę rozwiązaniami.

W zakres oceny ryzyka wchodzi także ocena bilansu korzyści i zagrożeń. Zazwyczaj ocena większości wymienionych ryzyk przekracza możliwości konkretnej grupy badawczej i wymaga ustalenia szerokiego konsensusu, co najczęściej zabiera sporo czasu i angażuje wiele instytucji (rady naukowe, organizacje akademickie itp.). W przypadku szczególnie wrażliwych pod tym względem dyscyplin (np. medycyna, farmakologia) ocena ryzyka projektów naukowych bywa uregulowana prawnie i zazwyczaj zajmują się tym wyspecjalizowane agencje publiczne lub komisje etyczne. Procedury oraz akceptowalne ryzyko mogą różnić się jednak w zależności od dyscypliny i kraju. Obowiązkiem naukowca jest zaznajomienie się z problematyką ryzyka w uprawianej dyscyplinie i przestrzeganie obowiązujących regulacji. W przypadkach wątpliwych lub nowych powinien on także dopełnić wszelkich starań, by zminimalizować ryzyko i dążyć do wypracowania ogólnych standardów w tym zakresie.

Po drugie, badania muszą być rzetelne, czyli dochowane powinny być wszelkie zasady metodologiczne. Kwestia ta jest właściwie oczywista, ale w wielu przypadkach może rodzić wątpliwości. Zasady te różnią się bowiem w zależności od dyscypliny, a często nawet od typu prowadzonych badań czy wyboru metody doświadczalnej. Zazwyczaj mieszczą się one w ramach tzw. konsensusów, mają zatem niejako „certyfikat poprawności”, wystawiony przez społeczność specjalistów. Zdarza się jednak, że konsensusy nie obejmują nowych typów badań albo kolejne badania ujawniają ich wady. Są one zatem zmienne, ale nie dowolne. Każda zmiana wymaga uzasadnienia i starannej analizy potwierdzonych środowiskową debatą.

Dbałość o metodologiczną jakość badań może stać także w sprzeczności z innymi uwarunkowaniami, np. dostępnością aparatury badawczej, kosztami czy presją czasu. Dobrym przykładem ograniczeń czasowych mogą być badania prowadzące do wprowadzenia szczepionki na COVID — presja czasu wymusiła w tym przypadku zmianę metodologii badań klinicznych, ale przy zachowaniu oczekiwanego poziomu minimalizacji ryzyka.

Po trzecie, wiarygodność nauki buduje rzetelność realizacji samych badań, co oznacza m.in. dbanie o jakość danych. Katalog możliwych nadużyć jest w tym przypadku bardzo długi. Niektóre — takie na przykład jak fabrykowanie lub fałszowanie wyników — są oczywiste. Bywają jednak także bardziej niejednoznaczne sytuacje. Niekiedy musimy na przykład uporządkować dane i przeprowadzić ich selekcję. A jeśli pominięte dane falsyfikują nasze tezy? Czasami nierzetelność wkrada się już na etapie planowania — niekiedy wręcz podświadomie eliminowane są przez badaczy eksperymenty, które mogą utrudnić wykazanie przewidywanych wniosków. I znów: nie ma lepszej metody zabezpieczenia się przed tak złożonymi błędami jak społeczna kontrola. Kiedyś wystarczał opis pozwalający na odtworzenie eksperymentu. Z racji złożoności metodologicznej współczesnych badań dzisiaj coraz częściej wymagane jest udostępnianie protokołów z eksperymentów i obserwacji w specjalnie dedykowanych do tego celu bazach. Takie wymogi rodzą jednak kolejne problemy, takie jak ustalenie czasu przechowywania, zasad dostępności czy ochrony własności intelektualnej (np. ich ochrona przed ponownym, nieuprawnionym wykorzystaniem).

Otwartość na krytykę i transparentność badań

Podsumowując kwestię wiarygodności badań naukowych, trzeba powtórzyć to, o czym była już mowa wielokrotnie. Nauka jest działalnością zbiorową, a zatem jej zasady metodologiczne, dopuszczalne granice ryzyka czy kontrola rzetelności muszą mieć charakter publiczny i tak też muszą być ustalane. Nie ma innego sposobu uwiarygodnienia badań naukowych niż wystawienie ich na krytykę innych, niezależnych naukowców. Obowiązkiem badaczy oraz osób nadzorujących ich pracę jest zapewnienie wszelkich możliwych warunków, by postulat ten był w możliwie największym stopniu realizowany, nawet jeśli zajmuje to czas, rodzi kłopoty organizacyjne i wiąże się z dodatkowymi kosztami. Organizatorzy pracy naukowej muszą natomiast dbać, by ten system weryfikacji był możliwie jak najbardziej efektywny.

Dobro nauki w najbardziej ogólnym sensie zawsze musi mieć pierwszeństwo przed dobrem konkretnych badaczy i prowadzących badania instytucji. Inaczej jej ustalenia niczym nie będą się różnić od paranaukowych teorii. A to dopiero byłaby prawdziwa katastrofa.

Dr hab. Jacek Jaśtal, prof. PK pracuje w Kolegium Nauk Społecznych PK, przewodniczy Senackiej Komisji Etyki PK.

Przewijanie do góry