Szopka krakowska na jubileusz

Rozmowa z Filipem Fotomajczykiem, twórcą szopek krakowskich

Filip Fotomajczyk, twórca szopek krakowskich
Fot.: Michał Pierewicz
Filip Fotomajczyk przy swoim dziele – szopce dla Politechniki Krakowskiej
Fot.: Michał Pierewicz

Politechnika Krakowska będzie mieć własną szopkę, wystawioną w 82. Konkursie Szopek Krakowskich. Jej twórcą jest Filip Fotomajczyk, który podzielił się z nami wiedzą o historii szopkarstwa, tajnikach tworzenia szopek oraz tym, czy nowe materiały i technologie pojawiają się w tak tradycyjnym rękodziele. Dowiedzieliśmy się także, jak powstaje szopka dla PK i skąd czerpał do niej inspiracje.

Jaka jest historia tworzenia szopek?

Tradycja wykonywania szopek ma już osiemset lat. Pierwszą szopkę stworzył św. Franciszek wraz z przyjaciółmi w Greccio, niedaleko Asyżu. Później wraz z ruchem franciszkańskim szopki pojawiły się w wielu miastach Europy. Najstarsze figurki jasełko­we w Krakowie (z XIII w. i XIV w.) odnaleźć można u norbertanek i klarysek. Najbardziej tradycyjną formą szopek były te neapolitańskie — przedstawiające fragment miasta, z wkomponowaną w niego Świętą Rodziną. W XIX w. podkrakowscy rzemieślnicy oraz budowlańcy, wykorzystując swoje zdolności manualne, w okresie świątecznym próbowali dorobić sobie w czasie przestoju w pra­cy wykonywaniem szopek — te różniły się jednak od wszystkich formą. Poza piętrem dla Świętej Rodziny, zawierały scenę do przedstawienia kukiełkowego oraz bajecznie przetworzoną architekturę Krakowa. Chodząc od domu do domu, grupy kolęd­nicze przygotowywały przedstawienia dla dzieci. Na przełomie XIX i XX w. na Rynku Głównym w Krakowie można było również nabyć małe wersje szopek. Jako że musiały być one przenośne, robione były z lekkich materiałów. Powstawały kolorowe, bogato zdobione prace, z wieloma detalami architektonicznymi. Wykonywano je z drewna, dykty, kartonu, a całość była malowana. Tradycja zaczęła zamierać po pierwszej wojnie światowej i w latach 30. postanowiono ją uratować. W 1937 r. z inicjatywy Jerzego Dobrzyckiego, pierwszego dyrektora Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, został zorganizowany pierwszy konkurs na najpiękniejszą szopkę. Odbył się na pomniku Adama Mickiewicza, zaraz przed wigilią. Krakowianom bardzo się to spodobało i rok później zorganizowano kolejną edycję. Po przerwie spowodowanej przez drugą wojnę światową, już w 1945 r. konkurs powrócił. Od 1946 r. tradycją zaczęło opiekować się Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, organizując konkurs i wystawy. Mamy za sobą 81 edycji!

Jaki jest kanon szopki?

Dzisiejszym kanonem jest całe spektrum szopek, które do tej pory zostały wykonane i nagrodzone w konkursie. Co roku zgłaszanych jest od 150 nawet do 250 prac. Doświadczonych szopkarek i szopkarzy, którzy corocznie stają do konkursu, jest około 40. Każdy ma swoją wrażliwość, wykształcenie, poczucie estetyki, potrzeby twórcze, ulubionych szopkarzy, artystów czy architekturę. Każda szopka jest niepowtarzalna i niepodrabialna.

Jak bardzo można odejść od kanonu?

Są szopkarze, którzy idą pod prąd tradycji (sam do takich należę). Pojawiają się szopki niesymetryczne lub monochromatyczne. Dostają mniej punktów za zgodność z kanonem, ale i tak mogą zdobyć nagrodę w konkursie. Jury przyznaje bowiem punkty za nowatorstwo w ujęciu szopki. Najważniejsze dla jury jest to, aby zachować schemat: małej, strzelistej, symetrycznej budowli, która nawiązuje do architektury Krakowa, i którą wykonuje się ręcznie z tradycyjnych mate­riałów, jak: drewno, karton, staniol.

Czy stosuje się jeszcze inne materiały?

Nowe materiały znacznie przyspieszają pracę. Są na przykład gotowe papiery oklejone staniolem lub brokatem, są folie hologramowe. Niektórzy idą po linii najmniejszego oporu i przyklejają duże płaszczyzny zadrukowane gotowym wzorem lub używają szerokich pasów pasmanterii. Jest to na pewno łatwiejsze w wykonaniu niż wycinane, pojedyncze cegiełki czy staniolowe rękodzieło. Jury konkursowe bardzo różnie podchodzi do tego typu praktyk — wszystko zależy od tego, jak praca zostanie zrealizowana. Szopka krakowska balansuje na granicy kiczu, a granica pomiędzy misternym dziełem mistrza, a nieudaną próbą, jest bardzo cienka.

Czy pojawiają się nowe technologie?

Druk 3D czy wycinanie laserowe pojawiają się już nawet wśród konserwatywnych szopkarzy, gdyż to znacznie ułatwia pracę, np. przy wykonywaniu bardzo dużych lub drobnych detali, a także w silniczkach kręcących się figurek. W młodym pokoleniu znakomite szopki wykonuje architekt Andrzej Malik, który wszystkie swoje szopki modeluje trójwymiarowo. Dzięki temu może lepiej zaplanować przestrzennie swo­je dzieła (lepiej niż na kartce papieru). Ja ko­rzystam z małych papierowych modeli, ale wspomaganie komputerowe i druk 3D to przyszłość szopkarstwa, wymaga jednak wysokich kwalifikacji. Choć nie każdy ma podobne podejście, modelarska precyzja, której wymagają szopki krakowskie, może zyskiwać dzięki nowym technologiom. Poza tym zaprojektowanie w programie wektorowym odpowiednich krzywych, a później obsługa plotera laserowego wymagają dużo większej wiedzy i umiejętności niż złapanie w dłoń nożyka (śmiech). O rękodziele przesądza nie to, że niektóre elementy zostały wytworzone mechanicznie. Każdy szanujący się szopkarz używa elementów wytoczonych na tokarce, przyciętych dremelem, piłą tarczową, używa frezarek, różnego rodzaju klejów, silników wolnoobrotowych, ale też bezpieczników, oświetlenia LED i wielu innych technologicznych nowinek. Niezależnie jednak od wykorzystanych materiałów, każdy detal należy zaprojektować, wykonać z drewna lub kartonu, okleić staniolem, a następnie ozdobić własnoręcznie wyko­nanymi detalami — tego nie zastąpi żadna maszyna! W sztuce zachwyca nas wrażenie, a nie technologia wykonania (no chyba że również jesteśmy twórcami).

Czy jest to zadanie bardziej architekto­niczne czy inżynierskie?

Inżynierskie może nie. Wydaje mi się, że to projekt jest najważniejszy. Jeśli jest słaby, to nawet najlepsze wykonanie wiele nie pomoże. Dlatego właśnie temu procesowi poświęcam tak dużo czasu. W przypadku szopki dla Politechniki Krakowskiej starałem się wzorować na starych szopkach, które mają najpiękniejsze proporcje oraz monumental­ny charakter. Tak szacowna instytucja, która dodatkowo wykształciła rzesze wybitnych architektów, zasługuje na pracę odpowiadającą jej statusowi, a dla mnie stanowi to największe wyzwanie w mojej dotychczasowej pracy twórczej!

Proszę opowiedzieć więcej o szopce dla Politechniki Krakowskiej

Przede wszystkim jest to największa szopka, jaką do tej pory przygotowywałem — będzie miała 2 metry wysokości. Również jej grupa odbiorców będzie specyficzna, a więc nie tylko osoby studiujące na Politechnice — co chciałbym zaznaczyć w narracji figurek — ale też profesjonaliści z zakresu projektów i budowy współczesnej architektury.

Podstawą szopki jest gmach główny Politechniki przy ulicy Warszawskiej. Jako że szopka czerpie z zabytkowej architektury, postanowiłem wykorzystać historyczny obrys koszar arcyksięcia Rudolfa. Rozrzeźbiona za pomocą efektownych ryzalitów fasada projektu Antoniego Łuszczkiewicza zawsze fascynowała mnie nie tylko swoim monumentalizmem, ale przede wszystkim mnogością zastosowanych detali z cegły — to wyraźne nawiązanie do przecież jeszcze gotyckiego wykorzystywania tego materiału w celach zdobniczych. Sam architekt wykonał w Krakowie wiele malowniczych willi, dworów i pałaców (najbliższy z nich stoi na są­siedniej ulicy Szlak). Symetria gmachu znakomicie wpasowuje się w kanon szopki krakowskiej, a charakterystyczny potrójny portal wykorzystam do prezentacji figurek związanych z uczelnią i folklorem miejskim Krakowa.

Środkowa część szopki kontynuuje narrację o historii i obyczajowości Politechniki. Święta Rodzina znajdzie się pod portalem prowadzącym do Katedry Historii Architektury i Konserwacji Zabytków przy ulicy Kanoniczej 1. Bardzo charakterystyczny ośli grzbiet zwieńczenia hermowego portalu, nawiązującego do wysokiej klasy monumentalnego wejścia projektu Franciszka Placidiego przy ulicy św. Jana, wykończony ciekawą stylizacją herbu Krakowa, to chyba najbardziej charakterystyczne wejście przy Kanoniczej. W przewrotny (choć właściwy szopkarskiej swobodzie interpre­tacji architektury) sposób portal zastępuje kruchtę kościoła św. Floriana, w którym odbywają się inauguracje roku akademickiego. Jego wysunięta nieco do przodu fasada flankowana jest budynkiem dawnego pałacu królewskiego w Łobzowie przy ulicy Podchorążych, gdzie mieszczą się Wydziały Architektury oraz Inżynierii Materiałowej i Fizyki. Charakterystyczne okna i gzymsy, w nieco przeskalowanej formie prowadzą wzrok do wieńczących szopkę trzech wież — podwójnej wawelskiej zegarowej oraz hejnalicy bazyliki Mariackiej — ich wykorzystanie nawiązuje do roku wykonania szopki, w którym oba arcydzieła krakowskiego gotyku i baroku zostały odnowione. Zarówno Matias Heringkan, jak i Kacper Bażanka na pewno nie spodziewali się tego, jak często hełmy ich projektów będą reinterpretowane przez szopkarki i szopkarzy.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Michał Pierewicz

Filip Fotomajczyk, twórca szopek krakowskich
Fot.: Michał Pierewicz
Filip Fotomajczyk, twórca szopek krakowskich
Fot.: Michał Pierewicz

Filip Fotomajczyk ukończył Państwową Ogólnokształcącą Szkołę Muzyczną II st. im. F. Chopina w Krakowie w klasach oboju i śpiewu. Od 2011 r. jest licencjonowanym przewodnikiem miejskim po Krakowie. Ukończył studia magisterskie: muzykologiczne oraz historyczne w ramach Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim — specjalizuje się w historii Krakowa oraz muzyce XX w. Od 2004 r. bierze udział w Konkursie Szopek Krakowskich, do tej pory zdobył 17 nagród w różnych kategoriach (szopki małe i mi­niaturowe), w tym Nagrodę im. Jerzego Dobrzyckiego. W ramach popularyzacji szopkarstwa otrzymał Stypendium Twórcze Miasta Krakowa (2019 r.), Nagrodę im. Anny Szałapak (2021 r.). Jego prace można podziwiać w kolekcjach polskich i zagranicznych (USA, Hongkong), jak również w przestrzeni miasta w okresie świątecznym.

Przewijanie do góry