Gdzie się mamy chronić?

Prace naukowe nie służą budzeniu emocji. Jednak obroniona jakiś czas temu na Politechnice Krakowskiej rozprawa doktorska może wywołać co najmniej dreszcz niepokoju, jeśli nie wręcz — u wrażliwszych osób — uczucie autentycznego lęku. Dodajmy, lęku całkowicie uzasadnionego! Podjęty w pracy temat dotyczy bowiem drastycznego braku schronów w naszym kraju. I to w czasie, gdy zza wschodniej granicy dochodzą odgłosy wojny toczącej się w pełnej skali.

Graf.: Tomasz Malec, AI
Graf.: Tomasz Malec, AI

Dwie ścieżki

Według zebranych przez Państwową Straż Pożarną (PSP) danych istniejące w Polsce schrony mogą pomieścić mniej niż… jeden procent ludności kraju. Dane pochodzą z 2023 r., ale od tamtego czasu niewiele się zmieniło.

Ogromna skala zaniedbań w tej dziedzinie i konieczność pilnej naprawy sytuacji skłoniły Politechnikę Krakowską do stworzenia ostatnio nowych ścieżek edukacji. Z jednej strony uruchomiono szkolenia dla przedstawicieli samorządów, na które nowe obowiązki nałożyła ustawa z 5 grudnia 2024 r. o ochronie ludności i obronie cywilnej. Z drugiej strony dla studentów stu­diów stacjonarnych I stopnia na kierunku budownic­two na Wydziale Inżynierii Lądowej otwarto nowy profil dyplomowania inżynierskiego w zakresie budownictwa ochronnego.

Mocnych argumentów, przemawiających za celowością tych przedsięwzięć, dostarcza obroniona w roku ubiegłym na Wydziale Architektury PK praca doktorska Filipa Jakubczaka „Rola podziemnych obiektów ochronnych w zrównoważonym rozwoju miast”, przygotowana pod opieką promotorską prof. arch. Magdaleny Kozień-Woźniak. Za punkt wyjścia dla swych rozważań au­tor przyjął wspomniane dane PSP, pozyskane w wyniku inwentaryzacji obiektów budowlanych o charakterze ochronnym. W wyniku przeglądu stwierdzono, że schrony istniejące na terytorium kraju są zdolne przyjąć jedynie 0,54 proc. mieszkańców.

Filip Jakubczak Fot.: Jan Zych

Dr inż. Filip Jakubczak jest absolwentem Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej. Jeszcze podczas studiów podejmował niekonwencjonalne tematy. W 2019 r. jego projekt wzbudził zainteresowanie i pokazany został podczas 14. edycji prestiżowego Praskiego Quadriennale — jednej z największych międzynarodowych imprez poświęconych projektowaniu przestrzeni na potrzeby sztuk performatywnych i wizualnych. Jakubczak przedstawił wówczas koncepcję teatru powią­zanego z 5-kondygnacyjnym garażem w formie spiralnej rampy. Funkcję sceny pełnił najniższy poziom, a rolę nadscenia przyjęła rampa, z której płynęło światło.

W 2019 r. Jakubczak obronił pracę magisterską, w której opisał projekt stacji kosmicznej dla 2000 ludzi zmuszonych opuścić Ziemię w obliczu globalnej kata­strofy. Wykonana pod kierunkiem prof. arch. Janusza Rębielaka praca uzyskała w 2020 r. trzecią nagrodę podczas 9. edycji konkursu miesięcznika „Architektura i Biznes” na najlepszy dyplom studencki.

Szczególnie niepokojący jest fakt, że najmniej obiek­tów służących ochronie ludności znajduje się przeważnie w województwach położonych w pobliżu Białorusi i Ukrainy. W województwie podlaskim to zaledwie 6,2 tys. obiektów, w świętokrzyskim — 6,4 tys., a w pod­karpackim — 9,5 tys., podczas gdy najlepiej zaopatrzone województwa, mazowieckie i śląskie, mają odpowiednio 29,7 tys. i 25,9 tys. obiektów.

Smutek metropolii

Przedstawiając szczegółowy przegląd rozlokowania schro­nów polskich, Filip Jakubczak skupił się na miastach wojewódzkich. W pierwszej kolejności omówił istniejące obiekty w dwóch największych metropoliach kraju.

Na tle średniej krajowej stosunkowo korzystnie wypada stolica państwa. W Warszawie istnieją 222 schrony. Najgęściej występują one w dzielnicach centralnych: Śródmieściu i Pradze Północ oraz na Bielanach. Pozostałe obiekty są rozproszone. Najmniejszy z warszawskich schronów ma powierzchnię zaledwie 5 metrów kw., największy liczy 1958 metrów kw. Przeważają budowle mniej­sze, szczególnie poniżej 300 metrów kw. Schrony sto­łeczne mogą przyjąć w sumie 28 889 osób, co przy liczbie 1 661 644 mieszkańców oznacza, że są zdolne pomieścić 1,55 proc. populacji miasta.

Specyficznym miejscem, mogącym jak w wielu miastach na świecie służyć do ochrony ludności w sytuacjach krytycznych, jest warszawskie metro. Autor pracy zwraca uwagę, że posiada ono infrastrukturę umożliwiającą nie­mal hermetyczne odcięcie jego części w razie zagrożenia. Pełnienie roli schronu zakładały najstarsze plany pierw­szej linii metra. Jednakże projekty te na etapie późniejszej budowy zostały zmienione, a realizacja zaniechana — zauważa autor pracy, cytując wypowiedź rzecznika prasowe­go metra Anny Bartoń. W efekcie metro warszawskie może pełnić jedynie rolę ukrycia, a nie schronu w pełnym tego słowa znaczeniu.

O wiele gorzej sytuacja przedstawia się w Krakowie, dru­gim pod względem liczby ludności mieście Polski. Kra­ków ma zaledwie 8 (słownie: osiem!) schronów, przy czym wszystkie znajdują się w rejonie Nowej Huty. Najmniej­szy może pomieścić 50 osób, zaś dwa największe — po 227 osób. Łącznie krakowskie schrony są zdolne przyjąć 1316 osób. W zestawieniu z 804 200 mieszkańcami miasta na ukrycie w schronach może liczyć jedynie… 0,16 proc. populacji. Autor pracy zauważa jednocześnie, że krakow­skie schrony nie dość że nieliczne, są w dodatku obiekta­mi o niskiej jakości, co podważa ich rzeczywistą przydatność do ochrony życia ludności.

Krakowskie schrony, nie dość że nieliczne, są w dodatku obiektami o niskiej jakości, co podważa ich rzeczywistą przydatność do ochrony życia ludności.

Zresztą, żenująco niski wskaźnik 0,16 proc. wydaje się i tak zawyżony z jeszcze jednego powodu. Podobnie jak Warszawa, Kraków jest dużym ośrodkiem akademickim, zamieszkiwanym przez wielu zamiejscowych studentów, którzy nie są ujmowani w statystykach jako mieszkańcy. Liczba osób zainteresowanych ukryciem się w razie kryzysu będzie większa od wynikającej ze statystyk. Ten sam problem dotyczy pozostałych miast akademickich.

Graf.: Tomasz Malec, AI
Graf.: Tomasz Malec, AI

Cóż z tego, że są…

Przegląd pozostałych miast wojewódzkich też nie na­pawa optymizmem. Gdańsk ma nawet więcej schronów niż Warszawa, bo aż 235. Biorąc pod uwagę, że żyje w nim 3,5-krotnie mniej ludzi niż w stolicy, powinien w razie po­trzeby dać możliwość ukrycia w schronach 3,25 proc. ludności. Niestety, prawie wszystkie obiekty podczas oceny ich jakości przez PSP uzyskały bardzo niskie noty.

Podobnie jest w Szczecinie, którego 160 schronów powinno pozwolić na ukrycie nawet 5,69 proc. mieszkańców. Jednak i tu dużo obiektów budzi zastrzeżenia co do ich realnej użyteczności ze względu na słabą jakość. Miasto może się tylko poszczycić pochodzącym z czasów II wojny światowej schronem wielkopowierzchniowym, który składa się z komór przeznaczonych dla ludności, stanowisk dowodzenia, sal dla chorych oraz przestrzeni na infrastrukturę techniczną. Cały ten kompleks został przystosowany do pełnienia funkcji… muzealnych jako swoisty zabytek i stał się atrakcją turystyczną.

Jeszcze jednym miastem z dużą liczbą schronów jest Wrocław. Ma ich 131, co pozwalałoby — znów w teorii — na przyjęcie 1,91 proc. mieszkańców. Tutejsze obiekty są jednak, według opinii PSP, generalnie niezdatne do użytkowania.

W pozostałych miastach powtarza się z grubsza ten sam schemat. Nawet jeśli jest w nich większa liczba schronów, to może tam się pomieścić tylko niewielki odsetek mieszkańców. A realna użyteczność wielu obiektów może być kwestionowana ze względu na ich niską jakość. W takiej sytuacji są: Poznań (94 schrony), Kielce (36 schronów), Łódź (20 schronów), Białystok (19 schronów), Lublin (11 schro­nów) i Bydgoszcz (8 schronów). Z tego grona wyróżnia się Olsztyn ze swoimi 32 schronami, przeważnie uznanymi przez PSP za obiekty średniej jakości. Autor pracy zwraca też uwagę na Katowice, które mają wprawdzie tylko 9 schronów, ale rozsiane punktowo obiekty tego typu znajdują się w bliskim sąsiedztwie — w Chorzowie, Siemianowicach Śląskich, Sosnowcu i powiecie mikułowskim.

Stosunkowo dobrej jakości schrony ma Rzeszów. Kłopot polega tylko na tym, że jest ich zaledwie… pięć. Mogą po­mieścić jedynie 0,13 proc. mieszkańców. To najniższy wskaźnik w kraju, jeśli nie liczyć pozostałych dwu miast wojewódzkich — Opola i Zielonej Góry — w których nie ma ani jednego schronu.

Taki to mało optymistyczny obraz wyłania się z rozprawy doktorskiej Filipa Jakubczaka. Autor nie byłby jednak architektem, gdyby nie zaproponował własnych rozwiązań i nie zawarł w swej pracy ogólniejszych refleksji na temat miejsca obiektów, służących ochronie ludności w tkance urbanistycznej miast, tym samym formułując konstruktywne konkluzje.

Prywatny, publiczny…

Szacuje się, że wyposażenie w schron budynku mieszkalnego może podnieść koszty budowy całego obiektu o około 7–8 proc., a stworzenie warunków doraźnego schronienia — o 4–5 proc.

W części stricte architektonicznej autor przedstawił trzy projekty koncepcyjne nowoczesnych schronów. Słowo „nowoczesnych” ma tu kluczowe znaczenie, bowiem potoczne wyobrażenia na temat tego typu budowli są przeważnie pokłosiem obejrzanych filmów o czasach II wojny światowej i powojennego wyścigu zbrojeń nu­klearnych. W projektach Jakubczaka schron już nie jest betonowym, surowym, pozbawionym wszelkich wygód bunkrem, ale obiektem o przyjaznych wnętrzach, które stwarzają namiastkę życia w normalnych warunkach. Autor mocno podkreśla, że projektowanie schronów powinno dziś wspierać holistyczny komfort użytkowników, uwzględniający aspekty fizyczne, psychiczne i społeczne.

Przedstawione w pracy projekty dotyczą:

  • prywatnego schronu przydomowego,
  • schronu dla 100 osób w budynku użyteczności publicznej,
  • schronu komercyjnego dla 400 osób.

Podkreślić należy, że nie są to projekty przeznaczone do realizacji, ale wyłącznie prace studialne, wykonane w ramach metody zwanej badaniami przez projektowanie.

W przypadku prywatnego schronu przydomowego autor sporządził koncepcyjny projekt obiektu o powierzchni całkowitej 35 metrów kw., mogącego pomieścić od jednej do czterech osób. Za maksymalny czas pobytu wewnątrz obiektu przyjął 30 dni. Dla potencjalnych użytkowników przewidział: miejsca do odpoczynku w pozycji leżącej (odseparowane od hałasów z syste­mu wentylacji oraz źródeł nieprzyjemnych zapachów), aneks kuchenny, miejsce do spożywania posiłków, ła­zienkę i część na tymczasowe składowanie odpadów. Na funkcje magazynowe przeznaczona została przestrzeń pod podłogą. W czasach pokoju obiekt może pełnić rolę sypialni gościnnej.

Wizualizacja modułu (proj.: Filip Jakubczak)
Wizualizacja modułu
(proj.: Filip Jakubczak)

Schron dla stu osób, zintegrowany z obiektem użyteczno­ści publicznej, powinien mieć pomieszczenie na dekontaminację, punkt medyczny, a także izolatkę (jest ona obowiązkowa w schronach powyżej 300 osób), wyposażoną w niezależne źródło powietrza oraz system filtracji, który ma zapobiec mieszaniu się powietrza z izolatki z powietrzem z innych części obiektu. Wyjście awaryjne powinno znajdować się w miejscu wolnym od ryzyka zagruzowania. Autor wskazuje, że schron taki można wykorzystywać do różnych celów w czasie pokoju. Przykładowo sala schro­nowa dla większej liczby osób doskonale sprawdzi się jako przestrzeń ekspozycyjna lub sala konferencyjna.

Wizualizacja przedsionka schronowego, prowadzącego do przestrzeni dekontaminacyjnej, w schronie pod budynkiem użyteczności publicznej (proj.: Filip Jakubczak)
Wizualizacja przedsionka schronowego, prowadzącego do przestrzeni dekontaminacyjnej, w schronie pod budynkiem użyteczności publicznej
(proj.: Filip Jakubczak)

…oraz komercyjny

Koncepcja obiektu zbiorowej ochrony cywilnej trzeciego typu przewiduje lokalizację na działce budowlanej, któ­rej część naziemną zagospodarowano na potrzeby farmy fotowoltaicznej, generującej i magazynującej energię dla schronu. Jego komercjalizacja ma się odbywać po­przez sprzedaż kwater, składających się z modułów 2-lub 4-osobowych.

Widok na kapsuły wypoczynkowe z miejscami leżącymi w sali zbiorowej schronu komercyjnego (proj.: Filip Jakubczak)
Widok na kapsuły wypoczynkowe z miejscami leżącymi w sali zbiorowej schronu komercyjnego
(proj.: Filip Jakubczak)

Projektowanie schronów powinno dziś wspierać holistyczny komfort użytkowników, uwzględniający aspekty fizyczne, psychiczne i społeczne.

W apartamentach przewidziane jest symulowanie róż­nych pór dnia dzięki zastosowaniu „dioram okiennych”. Zmiany barwy światła będą imitować wschody i zachody słońca, co pomoże dostosować własne aktywności mieszkańców do rytmu dobowego. W centrum łączącym komory schronowe przewidziana jest przestrzeń wspólna w formie atrium ze sztuczną zielenią oraz imitacją nieba. Tę ostatnią zapewnia sufit złożony z kasetonowych paneli podwieszanych, które stwarzają efekt głębi. Przestrzeń wspólna ma postać pawilonów przystosowa­nych do różnych funkcji użytkowych (jak np. wertykalna farma z roślinami mieszkańców). Dla młodzieży szkolnej przewidziano salę lekcyjną, a dla przedszkolaków strefę zabaw. W projekcie uwzględniono też kaplicę katolicką, przestrzeń kawiarni-czytelni i miejsce rekreacji, z salami jogi i squasha.

Każdy z trzech zaprojektowanych schronów można zwie­dzić wirtualnie za pomocą smartfona lub okularów VR, korzystając z podanych w pracy linków bądź kodów QR.

Czas budować w dół

Podjęty w rozprawie doktorskiej problem Filip Jakubczak osadził w szerokim kontekście kulturowym. Zdaniem autora budowa nowych schronów powinna służyć nie tylko zapewnianiu ludziom bezpieczeństwa, ale także wpływać pozytywnie na rozwój miast w myśl zasad zrównoważone­go rozwoju. Jakubczak pisze: „budowanie w dół umożliwia zachowanie terenów zielonych i historycznej zabudowy na powierzchni, jednocześnie zwiększając funkcjonalność miasta”.

W tej tendencji autor pracy doktorskiej dostrzega zjawisko określone mianem czwartej fazy eksploatacji świata. Pierwszą fazą było feudalne zakorzenienie w ziemi, polegające na rozwoju w obrębie jednostek miejskich. W fazie drugiej, poczynając od XV wieku, architektura i miasta zaczęły się rozchodzić horyzontalnie, tworząc obszary zurbanizowane. W XIX wieku nastąpiła faza trzecia, która przyniosła rozwój miast w osi wertykalnej, ku górze. W naszym stuleciu wzrost demograficzny i urbanizacja świata otwierają fazę czwartą, którą jest „eksploatacja podziemi w funkcji przestrzeni użytko­wych” — twierdzi autor.

Wzrost demograficzny i urbanizacja świata otwierają fazę czwartą, którą jest eksploatacja podziemi w funkcji przestrzeni użytkowych.

A zatem schron jako coś więcej niż tylko miejsce ukrycia się w razie zagrożenia zbrojną agresją? Czyżby miał się stać zwiastunem nowej tendencji w urbanistyce? Czy po epoce drapaczy chmur nadchodzą czasy… „drapania” podziemi?

W świetle prawa

Obowiązek projektowania miejsc doraźnego schronienia na wypadek wojny, ataku terrorystycznego czy żywiołu został zapisany w przyjętej 5 grudnia 2024 r. ustawie o ochronie ludności i obronie cywilnej. Dokument wzbudził wątpliwości wśród architektów, deweloperów i samorządowców. Dlatego 29 maja br. weszła w życie nowelizacja ustawy, uściślająca wiele kwestii. Miejsca schronienia zostały po­dzielone na cztery kategorie:

  • schrony (o najwyższym poziomie bezpieczeń­stwa)
  • ukrycia,
  • miejsca doraźnego schronienia,
  • punkty schronienia.

We wprowadzonych przepisach założono, że zapewnienie w sytuacjach wyjątkowych bezpieczeństwa ludności nie powinno się wiązać ze znaczącą podwyżką kosztów realizacji inwestycji. Szacuje się, iż wyposażenie w schron budynku mieszkalnego może podnieść koszty budowy całego obiektu o około 7–8 proc., a stworzenie warunków doraźnego schronienia — o 4–5 proc. Warto dodać, że dla samorządów w Programie Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej (OLiOC) na zadania, o któ­rych tu mowa, przewidziano na lata 2025–2026 prawie 5 mld złotych. Miejsca schronienia mają umożliwiać re­kreację, edukację i inne podobne zadania, aby w okresie spokoju nie generowały kosztów.

Przyjęte w ustawie rozwiązania przewidują wykorzystanie do chronienia ludności także podziemnych struktur o różnym zastosowaniu. Dla Krakowa, planującego budowę metra, oznacza to możliwość dofinansowania inwestycji w kolej podziemną z funduszy na ochronę ludności i obronę cywilną.

Przewijanie do góry