Wspomnienie: Maria i Jan Bruzdowie

Maria i Jan Bruzdowie Fot.: Jan Zych
Maria i Jan Bruzdowie Fot.: Jan Zych

Społeczność Politechniki Krakowskiej pożegnała zasłużonych profesorów Wydziału Architektury — prof. dr hab. inż. arch. Marię Łuczyńską-Bruzdę i prof. dr. hab. inż. arch. Jana Bruzdę. Cenieni za swe dokonania naukowe i wierność ideałom, wychowali wiele pokoleń architektów. W życiu prywatnym przez sześćdziesiąt sześć lat byli małżeństwem. Na uczelni często można ich było spotkać razem. Obydwoje odeszli w tym samym dniu 13 stycznia 2025 r. Zostali pochowani na cmentarzu Salwatorskim 17 stycznia.

Maria Łuczyńska-Bruzda

Urodziła się 2 lutego 1933 r. w Ostrogu, nad Horyniem (Ukraina) jako córka Dionizego i Janiny. Przeżyła powstanie warszawskie, w którym straciła matkę. Uczęszczała do szkół ss. Nazaretanek w Warszawie oraz ss. Urszulanek w Krakowie. Studiowała na Wydziale Architektury w Krakowie (1951–1957), gdzie w 1957 r. podjęła pracę.

Stopień doktora uzyskała na PK w 1966 r. na podstawie pracy doktorskiej pt. „Zagadnienie planowania przestrzennego parków narodowych w Polsce”, napisanej pod kierunkiem prof. Zygmunta Nováka. W 1982 r. Rada Wydziału Architektury PK — w uznaniu jej dorobku i monografii pt. „Skuteczność planowania przestrzennego Ojcowskiego Parku Narodowego”, stanowiącej podsumowanie doświadczeń na stanowisku architekta OPN, przyznała jej stopień doktora habilitowanego. Tytuł profesora nauk inżynieryjno-technicznych otrzymała w 1997 r.

Była pracownikiem Zakładu Architektury Krajobrazu, prowadzonego przez prof. Janusza Bogdanowskiego, w Instytucie Urbanistyki i Planowania Przestrzennego Politechniki Krakowskiej (dyrektorem był prof. Witold Cęckiewicz). Od 1979 r. kierowała Zespołem Ekologii Krajobrazu Otwartego w tym Zakładzie. W 1992 r., kiedy powstał Instytut Architektury Krajobrazu PK, stworzyła Zakład Krajobrazu Otwartego i Budowli Inżynierskich i kierowała nim aż do emerytury w 2003 r.

W latach 1956–1981 pełniła społecznie funkcję architekta Ojcowskiego Parku Narodowego z ramienia jego Rady Naukowej. Następnie, do 1995 r. była członkiem Rady Naukowej OPN.

Była naukowcem praktykiem, kontynuatorką krakowskiej szkoły architektury krajobrazu. Zajmowała się zadaniami planowania przestrzennego, metodyką planowania parków narodowych. Szczególnie zabiegała o ochronę i kształtowanie dziedzictwa Jury Krakowsko- -Częstochowskiej. Wskazywała na wartości kulturowe Ojcowskiego Parku Narodowego (OPN), jak i całego regionu. Jako nadrzędną promowała ideę ochrony krajobrazu otwartego, jego umiejętnego komponowania. Podkreślała, że procesy, które w nim zachodzą, mają charakter nie tylko naturalny czy rolniczy, ale również inżynieryjny (pod jej kierunkiem rozwijane były projekty parków i szlaków kulturowych).

Jej dorobek obejmuje prawie 80 publikacji naukowych. Jest m.in. współautorką książek „Elementy naturalne i kulturowe środowiska” (z Jadwigą Środulską-Wielgus) i „Ochrona i kształtowanie krajobrazu” (wraz z Aleksandrem Böhmem, Krystyną Pawłowską i Januszem Bogdanowskim), opracowań zespołowych, ekspertyz, raportów, programów.

Ważną część jej prac stanowiły projekty realizowane w Zakładzie Architektury Krajobrazu PK według programów krajowych, jak: „Rewaloryzacja zespołów zabytkowych na tle rozwoju miast” pod kierunkiem prof. Janusza Bogdanowskiego (1980–1985); „Zasady kształtowania, rewalory­zacji i ochrony krajobrazu w obrębie systemu hydrograficznego górnej Wisły” (1980–1983) czy „Relacje pomiędzy chronionymi krajobrazami przyrodniczymi a zabytkowymi kulturowymi Polski” (1996).

Bliska współpraca Pani Profesor i kierowanego przez nią Zakładu Krajobrazu Otwartego i Budowli Inżynierskich z uczelniami i instytucjami, zajmującymi się szeroko rozumianą inżynierią w środowisku, i ochrona tego dziedzictwa, zaowocowały na niwie dydaktycznej (zajęcia pro­wadzone nieprzerwanie od 1997 r. w Akademii Górniczo-Hutniczej), jak i naukowej (recenzje prac doktorskich m.in. z Wydziału Inżynierii Środowiska PK, konferencja i wystawa „Inżynieryjne Inspiracje” wraz z Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie) oraz projektowej (nagrodzony przez generalnego konserwatora zabytków projekt Lotniczego Parku Kulturowego we współpracy z Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie; Krzysztof Wielgus i inni; 1998–2001). Także pod Jej kierunkiem rozwijany był wątek „fortyfikacyjnego dziedzictwa” w krajobrazie Polski (kierownictwo naukowe „Studium architektoniczno-krajobrazowe Fortów Twierdzy Kraków”, 1998 r.).

Będąc orędownikiem porozumienia pomiędzy „ekologami” i „technikami”, zainicjowała prowadzenie interdyscyplinarnych badań i konferencji naukowych. Wierzyła, że to jedyna droga do „ochrony zintegrowanej”, której celem jest zachowanie, zrównoważony rozwój i przekazanie przyszłym pokoleniom depozytu ojczystego krajobrazu.

Była laureatką wielu nagród, w 1985 r. została odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, w 1997 r. — Medalem Komisji Edukacji Narodowej. W 2019 r. Politechnika Krakowska i Komisja Urbanistyki i Architektury PAN w Krakowie zorganizowały wspólnie poświęconą Jej sesję naukową. Otrzymała wtedy Nagrodę i Medal im. Profesora Gerarda Ciołka, przyznawany przez generalnego konserwatora zabytków i Stowarzyszenie Konserwatorów Zabytków za zasługi dla polskiego krajobrazu.

Była bardzo dumna z wypromowanych przez siebie doktorów: Zbigniewa Myczkowskiego, Krzysztofa Wielgusa, Jadwigi Środulskiej-Wielgus i Urszuli Forczek-Brataniec i potrafiła utrzymywać z nimi prawie „rodzinne” relacje.

Poznałem Ją w 1970 r., kiedy mój ojciec prof. Stefan Myczkowski zabrał mnie na Kongres Światowej Unii Ochrony Przyrody w Konstancy, a ówczesna dr Maria Łuczyńska-Bruzda wygłosiła referat swój i prof. Bogdanowskiego. Referat wzbudził ogromne zainteresowanie. Zostałem wtedy Jej osobistym tłumaczem, a na PK powróciłem już jako licealista „zakochany” w architekturze krajobrazu.

W pamięci wychowanków i współpracowników pozostanie osobą przepełnioną miłością i szacunkiem do krajobrazu i człowieka, który w nim żyje. Swym mądrym spojrzeniem na zagadnienia ochrony przyrody i dziedzictwa inspirowała naukowców i działaczy społecznych. Wyjątkowo życzliwa, zawsze wspierała swych uczniów we wszelkich przedsięwzięciach. Studenci cenili jej wykłady. Była wspaniałym człowiekiem.

Zbigniew Myczkowski oraz Wychowankowie i Współpracownicy z Katedry Architektury Krajobrazu

Jan Bruzda

Urodził się w Krakowie w 1930 r. Na Wydziale Architektury w Krakowie uzyskał w 1954 r. tytuł inżyniera architekta, a w 1956 r. — tytuł magistra. Całe swe zawodowe życie związał z Politechniką Krakowską. W 1956 r. rozpoczął pracę na stanowisku asystenta prof. Zygmunta Nováka, wybitnego naukowca, twórcy tzw. krakowskiej szkoły architektury krajobrazu. Od 1960 r. był zatrudniony w Katedrze Rysunku, wówczas kierowanej przez prof. Krystynę Wróblewską. Zajmował się — w ramach własnych badań naukowych — przede wszystkim zagadnieniami plastyki w architekturze. Równocześnie prowadził zajęcia z rysunku odręcznego dla studentów architektury. W latach 70. powołał do życia Zespół Rysunku Architektonicznego — zwracał szczególną uwagę na nauczanie zasad perspektywy, sięgając do wybra­nych zagadnień geometrii wykreślnej.

Dydaktyka była częścią jego działań zawodowych. Natomiast malarstwo oraz poszukiwanie nowych, oryginalnych technik, a także możliwość zastosowania ich w architekturze, na wiele lat zdominowały Jego pracę naukową i stały się niezwykle istotną sferą twórczą. W efekcie powstała dysertacja doktorska zatytułowana „Problemy zastosowania tworzyw sztucznych do technik malarskich w architekturze”, obroniona w 1963 r.

Przez następne lata pozostawał w kręgu swych pasji i badań nad technologicznymi możliwościami w malarstwie, dochodząc do unikatowych rozwiązań, które realizował i prezentował publicznie. Jego poligonem doświadczalno-warsztatowym były wówczas Zakłady Chemiczne w Oświęcimiu, gdzie eksperymentował z kolejnymi materiałami i technologiami oraz konfrontował pomysły z rzeczywistością i możliwościami technicznymi. Powstające w tym czasie obrazy, witraże, miniatury, grafiki sprawiały wrażenie jakby wykonane zostały w technikach tradycyjnych, znanych i uznanych od wieków.

Zebraną w ten sposób wiedzę, doświadczenie i umiejętności opracował naukowo i przedstawił w 1970 r. w pracy habilitacyjnej „Zastosowanie urządzeń przemysłowych do realizacji malarstwa z tworzyw sztucznych w architekturze”. Kolejne wystawy i realizacje „malarstwa przestrzennego”, jak je nazywał, spotkały się z życzliwym przyjęciem odbiorców. Dzięki temu dorobkowi w 1975 r. została Mu przyznana docentura.

Wszystkie etapy swoich dokonań artystycznych i naukowych skrupulatnie opisywał w kolejnych publikacjach. Wspomnieć należy o książkach: „Tworzywa sztuczne w plastyce” z 1973 r. (współautor wraz z Kazimierzem Dziedzicem), „Polimery w malarstwie”, „Freski i witraże organiczne” i kilku innych. Zwieńczeniem ogromnego wysiłku artystycznego i naukowego stało się nadanie Mu tytułu profesora w 1994 r.

Na PK w latach 1976–1980 pełnił funkcję wicedyrektora Instytutu Historii Architektury i Konserwacji Zabytków. W latach 1982–2001 kierował Zakładem Rysunku, Malarstwa i Rzeźby w tym instytucie, później wyodrębnionym w Samodzielny Zakład Rysunku, Malarstwa i Rzeźby. Na Politechnice pracował do końca stycznia 2001 r.

Został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi (1976 r.), Medalem Komisji Edukacji Narodowej (1995 r.), Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (1998 r.).

Był erudytą, humanistą i osobą niezwykle serdeczną. Zawsze odnosił się do innych z sympatią. Na świat umiał patrzeć z poczuciem humoru.

Alchemia malarstwa

Twórczość plastyczna prof. Jana Bruzdy, wykreowana w szkle organicznym dzięki zastosowaniu nowoczesnych spoiw syntetycznych, była często eksponowana na wystawach w Polsce i poza jej granicami.

Fascynowały Go grube, mięsiste pociągnięcia pędzla, z wyczuwalną gęstością, strukturą farby i wszelkimi sobie dostępnymi sposobami usiłował osiągnąć ten efekt. Farby wodne zagęszczał więc klajstrem, gipsem, żelatyną. I tak zrodziła się pasja do poszukiwań technologicznych. Eksperymenty dotyczyły przede wszystkim materii malarskiej. Zamiarem stało się uzyskiwanie maksymalnie wielu efektów plastycznych van Eycka bez posługiwania się tradycyjną techniką malarską. Zaczął więc myśleć o uproszczonej, czystej technice, pozostawiającej jednak do dyspozycji pełną gamę możliwości tworzenia. Żaden materiał nie okazał się tak wszechstronny i tak prosty jak polistyren i polioctan. Można je bowiem było wielokrotnie nawarstwiać i zawsze integrowały się znakomicie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Tego typu dzieło, zabezpieczone laserunkiem, wyschnięte i ustabilizowane, w niezmienionej formie mogło przetrwać wieki.

Technologię uważał za bardzo istotny element w malarstwie, bo przecież była to sztuka bardzo materialna. Był zwolennikiem malarstwa wizualnego i zmysłowego. Jego dewizą było eksponowanie zjawisk widzialnych, a nie wiedzy o nich. Cenił operowanie dwoma żywiołami malarskimi — ulotnymi efektami wrażeniowymi i ekspozycją mocnej, wyrazistej plamy.

Był niezwykle kreatywną osobowością, poszukiwał rozmaitych form wypowiedzi artystycznej. Swoje realizacje artystyczne — obrazy, witraże, jak i miniatury — nazywał „malarstwem przestrzennym”. Powstawały bowiem z materiałów niemających nic wspólnego z dawnymi technikami, były produktem alchemii, której zawiłości pojąć mogą jedynie wprawni chemicy.

Jego obrazy charakteryzował podział na cykle tematyczne. Oczarowanie kolejnymi motywami, nastrojem oraz sentymenty przenosił na płaszczyzny, które komponował bardzo starannie. Uważał, że malarstwo wcale nie powinno być anegdotyczne, gdyż najistotniejsze są jego materia i cechy takie jak struktura, faktura, konsystencja. Każdy temat wartościował, transponował na format i rozpisywał na polistyren. Wszystkie cykle były więc głęboko przestudiowane, przemyślane, rozdysponowane.

Warto wspomnieć o ostatniej artystycznej fascynacji świętą Jadwigą Królową. Profesor Jan Bruzda — w gronie równie zaangażowanych osób — poświęcił wiele miesięcy na odszukanie, przestudiowanie wszystkich dostępnych konterfektów Jadwigi. Na ich podstawie narysował setki szkiców. Następnie wykonał cykl 20 prac. Była to z jednej strony artystyczna transkrypcja istniejących wizerunków i ich plastycznych przedstawień, dokonanych wiele lat temu przez rozmaitych autorów, ale przede wszystkim — Jego głęboka, osobista, twórcza wypowiedź na temat świętej, jej piękna fizycznego i duchowego.

Nie można też pominąć realizacji witrażowych. Pojawiły się m.in. w kościele w Dąbiu i w Tenczynku. Wyróżniały się spośród innych przeszkleń właśnie technologią. Bez spoin, bez ołowianej siatki, a jednak transparentne, przepuszczające kolorowe światło i czarujące lekkością i subtelnością. Tworzyły nastrój wnętrza, pozwalający na wyzwolenie niepowtarzalnych emocji, wynikających z obcowania ze sztuką.

Maria Jolanta Żychowska

Przewijanie do góry